Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lo-fi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lo-fi. Pokaż wszystkie posty

2010/06/25

Bakers At Dawn

Propozycja nie jest najświeższa, bo pochodzi z kwietnia, ale za to na zespół wyjątkowo warto zwrócić uwagę. Muzycy Bakers At Dawn jako jedni z nielicznych na scenie netaudio wykorzystują niezaprzeczalną półamatorskość nagrań jako swój atut. Brzmieniami z lo-fi i indie, korzystając z prostych instrumentów, nieskomplikowanych melodii i kompozycji tworzą wyróżniający się klimat.

2010/06/07

Zamknięcie Petite & Jolie

Z sceny netlabelowej znika kolejna marka. Tym razem problemy dopadły Petite & Jolie. Autor przedsięwzięcia za przyczynę podaje brak motywacji i reakcji zwrotnych. W ciągu trzech lat działalności ukazało się 9 wydawnictw. Wciąż możemy znaleźć je na stronie petitejolie.com.

2010/03/23

Yamamoto - Summer Songs For Winter People


Nie znalazłbym lepszej okazji na podzielenie się albumem "Summer Songs For Winter People" niż chyba najcieplejszy do tej pory dzień tego roku, będący jednocześnie jednym z pierwszych dni kalendarzowej wiosny i światowym dniem meteorologii. Meteopaci mogą zostawić sobie resztę lektury na później i już sięgać po link do downloadu.

2009/09/16

Alchemia, taka gra we flashu

Będę się starał streszczać- o Julianie Winterze dowiedziałem się niemal 2 lata temu od naszego redaktora Brenislava, kiedy ten prowadził jeszcze bloga hi-fi-terror. No i popłynąłem- zarówno w takie gry, jak i w muzykę tego artysty.



Ostatnio na gry czasu nie mam, ale na muzykę zawsze znajdę- tym razem gdzieś z sieci doszły mnie słuchy o nowej grze typu pokaż i kliknij, gdzie ścieżkę dźwiękową skomponował znowu Julian Winter. W te pędy odnalazłem, zassałem, wszedłem na stronę gry... i wyszedłem, żeby napisać ten wpis. Tak- oderwałem się od tej psychodelicznej, niezobowiązującej rozrywki, bo obowiązkowo musiałem napisać ten wpis!



To jest coś jak lo-fi. Chciałoby się to nazwać właśnie tak, ale to nie jest w żaden sposób LO. To jest jednak HI, tylko gatunkowo leży gdzieś obok LO...

Rzecz tym razem wydana w netlabelu Pause, o którym się właśnie dowiedziałem i jak mi się wydaje jest sformatowany na chiptune. Ale ma podkatalog "plus, free game soundtracks" co obiecuje  podobne do tych dźwięki [ale- nie wiem, jeszcze nie sprawdzałem!].

A na opisywanym soudtracku co mamy? Struny. Przeszkadzajki. Komputery. Fields recording do tego, jak mniemam... i starczy. Bo to specyficzny, acz genialny konglomerat!
To powyżej to nie była recenzja, ale to nie miała być recenzja. To miała być zachęta, aby KLIK w skrinszot by pograć i słyszeć, oraz KLIK w okładkę, by ściągnąć i słuchać... słuchać... słuchać... Taka gra w najedź myszą i potem lewym w to! :)


Pierre Melą

2009/09/12

Nowa EPka EFTB limitowana

Wczoraj ukazało się najnowsze wydawnictwo Entertainment For The Braindead. Tym razem wszystkie nagrania powstały w bardzo specyficzny sposób. Zawdzięczamy je sesji zaaranżowanej tylko i wyłącznie przez Julię. Miała ona miejsce w środku lasu i oprócz wokalu usłyszymy tylko gitarę, śpiew ptaków i szeleszczące drzewa. Jedyną obróbką nagrania było dostrojenie głośności. Jeszcze bardziej precedensowy jest sposób dystrybucji mini-albumu. Julia Kotowski opublikowała Raw Timber EP na licencji Creative Commons, ale nie umieściła linków do cyfrowej wersji płyty.  Mamy za to możliwość zakupu jednej z 50 fizycznych kopii albumu. To od nabywców będzie zależeć, czy pliki zostaną udostępnione dalej.  Autorka w ten właśnie sposób chce zachować osobisty charakter płyty.

Raw Timber EP na entertainmentforthebraindead.com

Fences w wersji z nowej EPki

2009/08/15

Nowa artystka w Aaahh-Records

Od dłuższego czasu widać, że ten niemiecki netlabel jest jednym, z tych, które najpoważniej traktują promowanych przez siebie artystów. Blog, twitter, wydawanie albumów również na CD, organizacja tras koncertowych - to tylko niektóre z rzeczy jakimi Aaahh-Records się zajmuje.
A wszystko zaczyna się już przy zapowiadaniu kolejnych wydawnictw. Ledwo dwa dni temu dostaliśmy teaser nowej EPki Entertainment For The Braindead, a już teraz na blogu netlabela możemy przeczytać kolejną notkę z dołączonym wideo:



Emilie Lund ma jak na razie 26 odtworzeń wg last.fm, ale biorąc pod uwagę status poprzednich epek od Aaahh, to zapewne niedługo szybko się zmieni.

2009/08/14

33 audycja dla freaków

No tak, proszę Państwa! Się ruszyło u Ubunoira w studiu- uraczył nas wszystkich nowym podkastem.

Jeśli audycje owego Pana są Wam jeszcze nieznane- to macie szansę na odrobienie zaległości. Ciekawi? No to w trzech zdaniach:

1. nie chcesz być lekko pogięty(a)- nie słuchaj.

2. jesteś- uważaj, bo Cię pognie jeszcze bardziej!

3. jeszcze nie jesteś, ale chcesz- posłuchaj, TO Cię rozgibie.

Jednym zdaniem: oto sama esencja netaudio- rzeczy unikalne, poryte, właściwie nienadające się do publikacji w szerszym obiegu. Chyba, że się mylę... bo jak dla mnie to zaczyna się SEDNO od ~90 minuty.

Ale co kto lubi. Jest zabawnie, wariacko, awangardowo, cziptjunsowo, psychodelicznie, hardkorowo, eksperymentalnie i bez słowa "przepraszam".

Jest k...a nieźle!

Pierre Melą

2009/08/13

Teaser nowego EFTB!

Julia Kotowski aka Entertainment For The Braindead właśnie jest na muzycznym urlopie, przynajmniej jeśli chodzi o koncerty (z drobnymi odstępstwami, tej nocy zagrała po raz kolejny w rodzimym mieście). Artystka nie próżnuje najwyraźniej w ogóle i w domowym zaciszu (czyli dokładnie tak samo jak przy poprzednich wydawnictwach) pracuje nad nowym materiałem. Wkrótce ma ukazać się epka "Raw Timber". Tytuł, jak i wiadomości zostawiane przez Julię na Twitterze sugeruję spory udział dźwięków nagranych w pobliskich terenach zielonych. Aaahh records w oczekiwaniu na nowy materiał radzi nam bacznie obserwować strony artystki.


Ciekawostka: W poprzednim teaserze wyraźnie słychać rozmowy w języku polskim prawdpodobnie nagrane podczas kwietniowej wizyty Entertainment For The Braindead w naszym kraju.

2009/06/25

Probablyworse netlabel zniknął i wrócił

Kilkanaście dni temu przestała działać strona amerykańskiego netlabela Probablyworse. Na szczęście netalbel nie zniknął z sieci całkowicie, a jedynie przeniósł się w nowe miejsce. Spokojnie możemy się więc liczyć na nowe wydawnictwa oraz dalej cieszyć dostępem do ich starego katalogu (tak, jest tam też kapela z Polski). Zaktualizujcie linki.

PGA

2009/06/24

Kolejny Dusted Wax - Black Orchid EP

Ten tydzień przyniósł nam kolejną solidną EPkę bułgarskiego netlabela - Dusted Wax Kingdom. Podobnie jak przy niejednej z poprzednich pozycji, mamy do czynienia z debiutującym muzykiem. I zgodnie z tym materiał nie jest kreowany przez wydawców na wybitne dzieło. Zachęcani jesteśmy "zchillowanymi" brzmieniami rodem z hip -hopu i trip-hopu w "jakości" lo-fi. Do tej pory na pobranie albumu skusiło się prawie 500 osób.

Lost Soul Refuge - Pitch Black

2009/06/08

Entertainment For The Braindead - Hydrophobia

Nigdy nie byłem fanem folku, nie spodziewałem się też, że będę mógł namiętnie wsłuchiwać się w album, którego głównym elementem jest niezbyt wybijający się wokal i akustyczna gitara. A jednak, łatwo mi przyszło zmienienie pewnych wyobrażeń, gdy natknąłem się na uroczą płytę Julii Kotowski publikującej pod radosnym pseudonimem Entertainment For The Braindead. To jej drugi album - Hydrophobia (strach przed wodą), został stworzony przez nią w wieku 21 lat.

Skromność to dobra podstawa. Szczególnie gdy ma się tak ograniczone zasoby finansowe, jak

artyści u początku kariery. Zawsze bawili mnie wykonawcy próbujący udawać, że są kimś, kim nie są. Jestem w stanie zrozumieć potrzebę wykreowana pewnych postaci dla samej sztuki, ale bez odpowiedniego podparcia wychodzi to niewiarygodnie. Rola, jaką przypisała sobie Julia jest niezwykle skromna, niehałaśliwa. To dziewczyna o "delikatnym ciele", "ludzkich obawach", w jakiś niewyjaśniony bliżej sposób samotna. Wszystko to jest rysowane adekwatnymi środkami. Muzyka jest skromna, bez fajerwerków, za to mnóstwo w niej drobiazgów wśród których każdy znaleźć może "swój własny". Sama wokalistka też nie ucieka się do patosu i nie krzyczy na cały głos, że na nic już nie ma sił. Podobno, cały materiał został nagrany wyłącznie przez prosty mikrofon USB. Nie uwierzę.

Informacje o albumie (legalne darmowe mp3):


Wykonawca: Entertainment For The Braindead
Album:
Hydrophobia (45:04)
Netlabel:
Aaahh Records / Aerotone
Strona Artysty:
http://www.entertainmentforthebraindead.com/
Licencja:
http://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/3.0/

2009/06/07

Wywiad z Entertainment For The Braindead - "Mam problem z pisaniem wesołych piosenek"

Każdy, kto nieco dłużej siedział w muzyce Creative Commons i poszukiwał piosenek bardziej konwencjonalnych niż znacząca część netlabelowych wydawnictw prędzej czy później musiał natknąć się na Entertainment For The Braindead - projekt młodej Niemki z Kolonii. W kwietniu tego roku, dzięki inicjatywie autora LuNETy Julia Kotowski jako Entertainment For The Braindead zagrała dwa koncerty w Polsce. Skorzystałem z tej okazji i w dniu Poznańskiego koncertu przeprowadziłem wywiad z artystką. Można go odsłuchać i pobrać (również jako jednoczęściowy podcast, nagranie audycji - zamieszczony poniżej) z bloga CD-RWu.

http://www.archive.org/download/Cd-rwuSpecial01-InterviewWithEntertainmentForTheBraindead/Special01podcast-Polski.mp3

Twoja muzyka sprawia wrażenie bardzo osobistej, intymnej. Jak zatem jest z wywiadami? Czy nie sprawiają Ci trudności?
To bardzo nietypowe uczucie – być przepytywanym na temat własnej muzyki i osoby. To sprawia, że czujesz się o wiele ważniejszy niż w rzeczywistości jesteś i wiesz, że jesteś. Poza tym to jest… dziwne.

Zapewne zdajesz sobie z tego sprawę, że dla nas, Polaków, Twoje nazwisko – Julia Kotowski, brzmi całkiem nieodległe. Polskie korzenie?
Przodkowie mojego taty pochodzili z tutejszych obszarów – okolic Poznania. Nie wiem jednak zbyt dużo na ten temat, to korzenie sięgające wiele pokoleń wstecz. Nie wiem dokładnie ile – chyba około trzech. Ja, moi rodzice i moi dziadkowie są z Niemiec, ale już dalsi przodkowie mojego ojca pochodzili właśnie stąd. To dla mnie trochę dziwne uczucie – przyjeżdżać tutaj z wiedzą, że moi przodkowie mieszkali tutaj, a ja nie mam bladego pojęcia o tym kraju, ani o tym jak oni żyli. To interesujące przeżycie – poznawać te obszary i wyobrażać sobie jak to życie mogło wyglądać.

To Twoja pierwsza wizyta w Polsce. Zwiedzanie naszego kraju rozpoczęłaś w Warszawie. Jak wrażenia?
Byłam głównie w centrum. Nie zaplanowałam zwiedzania z prawdziwego zdarzenia. Po prostu spacerowałam po starym mieście, a potem dookoła dworca głównego wśród tych drapaczy chmur. To stworzyło całkiem przyjemny kontrast pomiędzy nową częścią ze szkła i stali, a starą częścią miasta. Podoba mi się w Polsce, mimo, że w ogóle nie rozumiem języka. Utrudnia to pewne sprawy, ale jest w porządku.

A jak w porównaniu z Warszawą wypada miasto, w którym dzisiaj jesteśmy – Poznań?
Nie wiem czy chodzi o ogólny klimat miasta. Poznań jest bardziej szczególny, niż części Warszawy, które widziałam. Wydaje mi się, że większość stolic jest na pewien sposób do siebie podobna. Nie byłam nigdy poza naszym kontynentem, ale w Europie tak jest – wielkie ulice, wielkie budynki. Dopiero w mniejszych miastach możesz znaleźć cechy szczególne kraju. Wczoraj mocno to poczułam, w Łowiczu, który bardziej przypomina tereny wiejskie. Z mojego punktu widzenia prezentowało się to na o wiele bardziej polskie niż stolica.

Nie jesteś autorką wyłącznie muzyki. Tworzysz też okładki do swoich albumów, czasem nawet jest to Twoja ręczna robota. Możesz wyjawić co przedstawia okładka ostatniej płyty – Seven + 1?
To widok z muzeum mojego rodzinnego miasta, widok na to miasto. Tego nie widać na obrazku, ale połączyłam to z elementem z zupełnie innego miejsca. Tło jest zeskanowane z pozytywu filmowego znalezionego w bułgarskiej Sophii. Chciałam spoić to, co mi bliskie, rodzinne, z czymś obcym. To po prostu widok na moje miasto, na budynek lufthansy i starsze dużo mniejsze domy – dokładnie tak, jak to jest w rzeczywistości.

A co widzimy na Hydrophobii?
To jest łódka unosząca się na morzu. A że tematem całej płyty jest woda i strach przed wodą, chciałam to także przenieść na okładkę. Poza tym, teksty na papierach, z których całość jest zrobiona, także są o wodzie. Fale to opowiadanie Edgara Alana Poe cytowane w pierwszej piosence. Łódka chyba jest zrobiona ze starego New York Timesa. To artykuł, który także jest o wodzie, ale raczej o tym, że jest ona potrzebna, podczas gdy opowiadanie mówi o jej niebezpiecznym, niszczącym obliczu. Tak jak na drugiej okładce, nie wszystko, co mi chodziło po głowie, jest widoczne, ale jest to pewien koncept. Okładka miała być monochromatyczna, niekoniecznie smutna. Nawiązuje do uczucia związanego z byciem zagubionym na szerokiej przestrzeni, takiej jak na przykład morze.

Nie da się ukryć, że Twoja muzyka nie należy do najweselszych. Poruszasz tematy osobiste, jest melancholijnie. Dlaczego tak jest? Czy uważasz swoją twórczość za „smutną”?
No z pewnością daleko mi do radosnej muzyki tanecznej. Dla mnie pisanie piosenek to raczej mieszanina dwóch składowych. W ten sposób przetrawiam umysłowo pewne rzeczy. Po trochu jest to też dla mnie pamiętnik. I zauważyłam, że mam problem z pisaniem naprawdę wesołych piosenek, zawsze wychodzą bardzo kiczowato i potem nienawidzę ich. Znacznie trudniej jest śpiewać o pozytywnych rzeczach, bo przecież gdy ze względu na pewne wydarzenia, czy ludzi odczuwasz presję i musisz się jej pozbyć, dużo łatwiej jest to zrobić z pomocą muzyki. A gdy jesteś szczęśliwy, musisz się cieszyć z tej chwili, a nie marnować czas na pisanie piosenek o tym.

W swoim rodzinnym mieście studiujesz sztukę audiowizualną. Czy możemy spodziewać się, że za jakiś czas położysz większy nacisk na ten drugi aspekt – wizualny? Może powinnyśmy się spodziewać „teledysków”, filmów krótkometrażowych?
Tak naprawdę jest zupełnie odwrotnie. Wybierając studia liczyłam głównie na osiągnięcia związane z sztuką wizualną. Tworzę animowane filmy i mnóstwo innych graficznych drobiazgów. A teraz nastawiona jestem bardziej na aspekty związane z dźwiękiem. W szkole mam mnóstwo sprzętu, który mogę użyć i do tej pory go nawet nie tknęłam. I może powinnam się za to zabrać zanim zacznę walczyć o przetrwanie na rynku.

Czy zatem korzystasz ze szkoły przy tworzeniu swojej muzyki?
Jeszcze nie. Do tej pory robiłam wszystko w domu, ale chcę to wszystko połączyć w najbliższych miesiącach.
Chce trzymać razem w garści aspekty wizualne i dźwiękowe mojej działalności i w jakiś sposób robić to najlepiej jak tylko się da.

Praktycznie wszystko związane z Twoją muzyką tworzysz sama od podstaw. Projektujesz okładki, a piosenki powstają w Twoim domu i nagrywane są mikrofonem usb. Nie jesteś zainteresowana grą wraz z zespołem?
Przy tworzeniu moich piosenek chcę zostać przy samodzielnej pracy. Nie mogę znieść myśli, że teksty napisane przeze mnie jak i emocje wkładane w muzykę miałyby być grane przez innych. To dla mnie zbyt osobiste. A jeśli chodzi o techniczne sprawy, chciałabym eksperymentować na różne sposoby. Dla przykładu, chciałabym nagrywać trochę rzeczy na zewnątrz, czerpać klimat atmosferę różnych miejsc. Być może też pewnego dnia skorzystam ze studia nagraniowego. Mamy jedno w szkole, mogę z jego skorzystać, po prostu będę musiała to zrobić. Do tej pory jednak, moje metody pracy były dla mnie niemal idealne. Mogłam tworzyć piosenki, aranżacje bardzo spontanicznie. Gdy siedziałam w domu i coś przyszło mi do głowy, miałam akurat wolną chwilę, mogłam z biegu wszystko zaaranżować, poukładać. Zazwyczaj nagrywam fragmenty piosenek, tworzę szkice. Trzymam to potem gdzieś na moim twardym dysku i czasem zaprzestaję prac nad tymi rzeczami do tego stopnia, że już do nich nigdy nie wracam. Bo gdy po jakimś czasie mam możliwość dopracowania pomysłu, już nie mam na to nastroju. W gruncie rzeczy to wszystko, co tworzę, opiera się na nastrojach. No, ale jest to też zabawa. Jak na przykład ze sprzętem do samplowania, ale te rzeczy nie są nagrywane.

A jak jest z występami na żywo? Nie sprawiło Ci trudności wyjście z Twoją twórczością z tak osobistego miejsca jak Twój pokój i prezentowanie się przed publicznością?
Na początku było bardzo bardzo bardzo źle. Szczególnie w radiu. Zagrałam dwa razy, raz w moim mieście, raz w innym. I to był pierwszy raz, gdy grałam na żywo. I byłam tak wystraszona, że mój głos totalnie się załamał. Nie wydaje mi się, że to było aż tak zauważalne, ale czułam się okropnie. Przy takich występach nawet nie widzisz swojej publiczności, jej reakcji… I potem pierwsze koncerty także był bardzo dziwne. Niezwykle stresują mnie występy przed innymi. Do ostatniego lata nie potrafiłam nawet otworzyć ust przy moich przyjaciołach, bo od razu zaczęłabym płakać. Są jednak postępy. Wraz z pierwszym występem pewne bariery zostały przełamane. Teraz w lutym zagrałam siedem występów z rzędu. Po pewnym czasie zaczęło mnie to interesować, sprawiać radość, mogę z tym eksperymentować. Doszłam do punktu, w którym jest to już bardziej ekscytujące niż siedzenie w domu i nagrywanie.
No ale to też zależy. Dla przykładu, wczoraj mieliśmy bardzo kiepski dźwięk. Nie mieliśmy czasu żeby to sprawdzić. Było bardzo okropnie i cieszyłam się, gdy wreszcie występ dobiegł końca. Dzisiaj może być już lepiej, to też zależy od otoczenia i innych rzeczy. Ogólnie rzecz biorąc zaczęło mi się to podobać. … Ale wciąż kosztuje mnie to dużo nerwów, czasem.

Tuż przed samym występem zdjęłaś buty i bez nich zagrałaś cały koncert. Dlaczego tak?
Wydaje mi się, że dlatego, że nie czuję się jak w domu, gdy noszę buty. Nie jest mi wygodnie. Poza tym, muszę używać bardzo małego przycisku na moim samplerze i jestem w stanie dosięgnąć go wyłącznie palcami moich stóp.

Zagrałaś jedną piosenkę, której nie ma na Twoich albumach. Może wyjaśnić skąd wziął się ten „a-string song”?
To w sumie całkiem prosta historia. Otworzyłam mój pokrowiec od gitary i zdałam sobie sprawę, że dzień wcześniej złamałam moją strunę i nie wymieniłam jej. To zrujnowało moją chęć do grania na gitarze. To jest oczywiście nieco ironiczne. Zrobiłam z tego nieco żałosną piosenkę, to wszystko. Lubię ją grać, bo jest to odtwarzanie pewnej roli w przeciwieństwie do innych piosenek, które są bardzo osobiste. To bardziej gra. Gram ze sobą sama i trochę naśmiewam się z samej siebie.

Podczas koncertu miałaś wokół siebie mnóstwo różnych instrumentów. Wyjaśnisz krótko do czego one służą?
Na początek gitara. To bardzo podstawowa część, bo większość moich piosenek opartych jest na gitarze.
Potem jest ukulele, nie wiem czy wszyscy to kojarzą… To czterostrunowy hawajski instrument, podobny do gitary, ale jednak to coś innego – dużo mniejsze, inne w brzmieniu, wyższe.
Dalej mamy parę instrumentów dętych. Prosty drewniany flet, który bardzo lubię. I jeszcze, dzisiaj tego nie używałam, ale zazwyczaj go mam – instrument, który jest skrzyżowaniem takiego właśnie fletu i saksofonu. Dźwięk w nim powstaje jak w saksofonie, ale gra się na nim jak na flecie prostym.
Dzwonki… żeby nieco ubarwić tu i tam.
Jeśli chodzi o instrumenty, zazwyczaj mam też ze sobą mały keyboard, ale dzisiaj go nie wzięłam, bo muszę targać mój sprzęt za sobą. No i oczywiście jest jeszcze sampler do loopowania. To bardzo kluczowe, sampler pozwala mi dogrywać na żywo kolejne ścieżki i w ten sposób tworzę małą orkiestrę samodzielnie.