Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Entertainment For The Braindead. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Entertainment For The Braindead. Pokaż wszystkie posty

2010/08/29

Entertainment For The Braindead - Trivialities

To zestaw pięciu nowych piosenek wydanych przez Julię Kotowski jako Entertainment For The Braindead, co oznacza, że stworzyła je w pełni samodzielnie. Via Facebook:
Zanim lato się skończy... Pięć małych bazująch na ukelele cosiów. Dla odmiany, śpiewam o alkoholu i optymizmie, wuuuh.... (Cóż, pośród kilku innych tematów)
Bandcamp:
Tym razem nie ma żadnych eksperymentów, żadnego przeszukiwania nieznanych terenów. Żadnych konceptów, nic wielkiego.Czasem mam dosyć brzmienia słodko cały czasy, zawsze tak samo, ale z drugiej strony, nie mogę na to nic poradzić. Pieprzyć kreatywność! Pieprzyć wiarę w postęp!Być może powinnam już być gdzie indziej. Zawsze czujemy się zobowiązani do robienia kroków na przód, robienia lepszego gówna niż wczoraj,  lepiej ukończonego, bardziej błyskotliwego, ciekawszego i może to być postrzegane jako stagnacja w osobistym rozwoju, jeśli ktoś po prostu chce wypocząć i zagrać kilka nudnych folkowych piosenek na ukelele dla własnego komfortu.

<a href="http://eftb.bandcamp.com/album/trivialities">A Smile by entertainment for the braindead</a>

2010/08/23

Rockowe gitary + Entertainment For The Braindead = Gahzed

Dla dopełnienia obrazu nowego wydawnictwa z id.eology dodać należy elektronikę charakterystyczną dla alternatywy lat 80. Taką muzykę tworzy duet Gahzed. To z pozoru debiutanci. Wcześniej zaangażowali byli w inny netlabelowy projekt o nazwie Monomatik. Tym razem z pomocą przyszła zespołowi Julia "Entertainment For The Braindead" Kotowski udzielając się wokalnie na dokładnie połowie z 10 nowych piosenek. To już kolejny poboczny projekt w który się angażuje, po między innymi The Smallest Bones, ale pierwszy w którym ma u boku zespół, a zamiast nastrojowych, często usypiających i hipnotyzujących piosenek, usłyszymy przesterowane wokale i brzęczące gitary. Pierwsze starcie z takim brzmieniem może być trudne, ale album nabiera wyrazu wraz z kolejnymi utworami.

01. Another girl z Entertainment for the Braindead
02. Biting my lip
03. Common ground z Entertainment for the Braindead
04. As she called my name z Entertainment for the Braindead
05. Pain and patience
06. Elbows and eyebrows z Entertainment for the Braindead
07. Get a second life
08. We'll turn into gold
09. Something to be waiting
10. Unright z Entertainment for the Braindead

Pobierz całość w MP3, lub OGG. Więcej informacji tutaj: Gahzed - We'll turn into Gold LP.

2010/05/16

Nowy projekt Entertainment For The Braindead już jest

Projekt nosi nazwę The Smallest Bones i powstał parę miesięcy temu w Berlinie. Album "Cross Mountains" właśnie ukazał i jest dostępny na serwisie Bandcamp. To wciąż w pełni solowe dokonania młodej artystki odpowiedzialnej za Entertainment For The Braindead. Tym razem Julia Kotowski zdecydowała się na bardziej eksperymentalne i ambientowe brzmienia.

2010/05/14

Aaahh-Records przechodzi zmiany

Netlabel znany z takich artystów jak Entertainment For The Braindead, Uniform Motion, czy The Wind Whistles obchodzi właśnie swoje drugie urodziny. Z tej okazji dostajemy darmową kompilację remiksów. Aaahh-Records rozda też szczęśliwcom dziesięć kopii albumu w wersji CD.

2010/03/29

W piątki za darmo

Na nietypowy pomysł wpadł zespół Uniform Motion. Wzorem "Follow Friday", popularnym trendzie na twitterze, zarządzili "Free Friday". Jako prekursorzy, udostępnili za darmo do pobrania cały swój drugi album "Life". To łącznie 32 minuty muzyki od zespołu powiązanego z niemieckim netlabelem od "free and charming music", czyli aaahh-records.

2009/09/12

Nowa EPka EFTB limitowana

Wczoraj ukazało się najnowsze wydawnictwo Entertainment For The Braindead. Tym razem wszystkie nagrania powstały w bardzo specyficzny sposób. Zawdzięczamy je sesji zaaranżowanej tylko i wyłącznie przez Julię. Miała ona miejsce w środku lasu i oprócz wokalu usłyszymy tylko gitarę, śpiew ptaków i szeleszczące drzewa. Jedyną obróbką nagrania było dostrojenie głośności. Jeszcze bardziej precedensowy jest sposób dystrybucji mini-albumu. Julia Kotowski opublikowała Raw Timber EP na licencji Creative Commons, ale nie umieściła linków do cyfrowej wersji płyty.  Mamy za to możliwość zakupu jednej z 50 fizycznych kopii albumu. To od nabywców będzie zależeć, czy pliki zostaną udostępnione dalej.  Autorka w ten właśnie sposób chce zachować osobisty charakter płyty.

Raw Timber EP na entertainmentforthebraindead.com

Fences w wersji z nowej EPki

2009/08/13

Teaser nowego EFTB!

Julia Kotowski aka Entertainment For The Braindead właśnie jest na muzycznym urlopie, przynajmniej jeśli chodzi o koncerty (z drobnymi odstępstwami, tej nocy zagrała po raz kolejny w rodzimym mieście). Artystka nie próżnuje najwyraźniej w ogóle i w domowym zaciszu (czyli dokładnie tak samo jak przy poprzednich wydawnictwach) pracuje nad nowym materiałem. Wkrótce ma ukazać się epka "Raw Timber". Tytuł, jak i wiadomości zostawiane przez Julię na Twitterze sugeruję spory udział dźwięków nagranych w pobliskich terenach zielonych. Aaahh records w oczekiwaniu na nowy materiał radzi nam bacznie obserwować strony artystki.


Ciekawostka: W poprzednim teaserze wyraźnie słychać rozmowy w języku polskim prawdpodobnie nagrane podczas kwietniowej wizyty Entertainment For The Braindead w naszym kraju.

2009/06/15

Pierwsza kompilacja z Lemonjohn

Dziś ukazała się pierwsza składanka stworzona przez autorów bloga lemonjohn.blogspot.com poświęconego muzyce Creative Commons. Zestaw jest o tyle ciekawy, że koncentruje się na dosyć przystępnych i klasycznych gatunkach muzyki (jak na wydawnictwa netlabelowe). Znajdziemy na nim między innymi Entertainment for The Braindead i The Wind Whistles, Polaka - Bartłomieja Wołyńca z Nasiono Records i kilka innych wyszukanych pozycji.

Josh Woodward - I'm Letting Go

2009/06/08

Entertainment For The Braindead - Hydrophobia

Nigdy nie byłem fanem folku, nie spodziewałem się też, że będę mógł namiętnie wsłuchiwać się w album, którego głównym elementem jest niezbyt wybijający się wokal i akustyczna gitara. A jednak, łatwo mi przyszło zmienienie pewnych wyobrażeń, gdy natknąłem się na uroczą płytę Julii Kotowski publikującej pod radosnym pseudonimem Entertainment For The Braindead. To jej drugi album - Hydrophobia (strach przed wodą), został stworzony przez nią w wieku 21 lat.

Skromność to dobra podstawa. Szczególnie gdy ma się tak ograniczone zasoby finansowe, jak

artyści u początku kariery. Zawsze bawili mnie wykonawcy próbujący udawać, że są kimś, kim nie są. Jestem w stanie zrozumieć potrzebę wykreowana pewnych postaci dla samej sztuki, ale bez odpowiedniego podparcia wychodzi to niewiarygodnie. Rola, jaką przypisała sobie Julia jest niezwykle skromna, niehałaśliwa. To dziewczyna o "delikatnym ciele", "ludzkich obawach", w jakiś niewyjaśniony bliżej sposób samotna. Wszystko to jest rysowane adekwatnymi środkami. Muzyka jest skromna, bez fajerwerków, za to mnóstwo w niej drobiazgów wśród których każdy znaleźć może "swój własny". Sama wokalistka też nie ucieka się do patosu i nie krzyczy na cały głos, że na nic już nie ma sił. Podobno, cały materiał został nagrany wyłącznie przez prosty mikrofon USB. Nie uwierzę.

Informacje o albumie (legalne darmowe mp3):


Wykonawca: Entertainment For The Braindead
Album:
Hydrophobia (45:04)
Netlabel:
Aaahh Records / Aerotone
Strona Artysty:
http://www.entertainmentforthebraindead.com/
Licencja:
http://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/3.0/

2009/06/07

Wywiad z Entertainment For The Braindead - "Mam problem z pisaniem wesołych piosenek"

Każdy, kto nieco dłużej siedział w muzyce Creative Commons i poszukiwał piosenek bardziej konwencjonalnych niż znacząca część netlabelowych wydawnictw prędzej czy później musiał natknąć się na Entertainment For The Braindead - projekt młodej Niemki z Kolonii. W kwietniu tego roku, dzięki inicjatywie autora LuNETy Julia Kotowski jako Entertainment For The Braindead zagrała dwa koncerty w Polsce. Skorzystałem z tej okazji i w dniu Poznańskiego koncertu przeprowadziłem wywiad z artystką. Można go odsłuchać i pobrać (również jako jednoczęściowy podcast, nagranie audycji - zamieszczony poniżej) z bloga CD-RWu.

http://www.archive.org/download/Cd-rwuSpecial01-InterviewWithEntertainmentForTheBraindead/Special01podcast-Polski.mp3

Twoja muzyka sprawia wrażenie bardzo osobistej, intymnej. Jak zatem jest z wywiadami? Czy nie sprawiają Ci trudności?
To bardzo nietypowe uczucie – być przepytywanym na temat własnej muzyki i osoby. To sprawia, że czujesz się o wiele ważniejszy niż w rzeczywistości jesteś i wiesz, że jesteś. Poza tym to jest… dziwne.

Zapewne zdajesz sobie z tego sprawę, że dla nas, Polaków, Twoje nazwisko – Julia Kotowski, brzmi całkiem nieodległe. Polskie korzenie?
Przodkowie mojego taty pochodzili z tutejszych obszarów – okolic Poznania. Nie wiem jednak zbyt dużo na ten temat, to korzenie sięgające wiele pokoleń wstecz. Nie wiem dokładnie ile – chyba około trzech. Ja, moi rodzice i moi dziadkowie są z Niemiec, ale już dalsi przodkowie mojego ojca pochodzili właśnie stąd. To dla mnie trochę dziwne uczucie – przyjeżdżać tutaj z wiedzą, że moi przodkowie mieszkali tutaj, a ja nie mam bladego pojęcia o tym kraju, ani o tym jak oni żyli. To interesujące przeżycie – poznawać te obszary i wyobrażać sobie jak to życie mogło wyglądać.

To Twoja pierwsza wizyta w Polsce. Zwiedzanie naszego kraju rozpoczęłaś w Warszawie. Jak wrażenia?
Byłam głównie w centrum. Nie zaplanowałam zwiedzania z prawdziwego zdarzenia. Po prostu spacerowałam po starym mieście, a potem dookoła dworca głównego wśród tych drapaczy chmur. To stworzyło całkiem przyjemny kontrast pomiędzy nową częścią ze szkła i stali, a starą częścią miasta. Podoba mi się w Polsce, mimo, że w ogóle nie rozumiem języka. Utrudnia to pewne sprawy, ale jest w porządku.

A jak w porównaniu z Warszawą wypada miasto, w którym dzisiaj jesteśmy – Poznań?
Nie wiem czy chodzi o ogólny klimat miasta. Poznań jest bardziej szczególny, niż części Warszawy, które widziałam. Wydaje mi się, że większość stolic jest na pewien sposób do siebie podobna. Nie byłam nigdy poza naszym kontynentem, ale w Europie tak jest – wielkie ulice, wielkie budynki. Dopiero w mniejszych miastach możesz znaleźć cechy szczególne kraju. Wczoraj mocno to poczułam, w Łowiczu, który bardziej przypomina tereny wiejskie. Z mojego punktu widzenia prezentowało się to na o wiele bardziej polskie niż stolica.

Nie jesteś autorką wyłącznie muzyki. Tworzysz też okładki do swoich albumów, czasem nawet jest to Twoja ręczna robota. Możesz wyjawić co przedstawia okładka ostatniej płyty – Seven + 1?
To widok z muzeum mojego rodzinnego miasta, widok na to miasto. Tego nie widać na obrazku, ale połączyłam to z elementem z zupełnie innego miejsca. Tło jest zeskanowane z pozytywu filmowego znalezionego w bułgarskiej Sophii. Chciałam spoić to, co mi bliskie, rodzinne, z czymś obcym. To po prostu widok na moje miasto, na budynek lufthansy i starsze dużo mniejsze domy – dokładnie tak, jak to jest w rzeczywistości.

A co widzimy na Hydrophobii?
To jest łódka unosząca się na morzu. A że tematem całej płyty jest woda i strach przed wodą, chciałam to także przenieść na okładkę. Poza tym, teksty na papierach, z których całość jest zrobiona, także są o wodzie. Fale to opowiadanie Edgara Alana Poe cytowane w pierwszej piosence. Łódka chyba jest zrobiona ze starego New York Timesa. To artykuł, który także jest o wodzie, ale raczej o tym, że jest ona potrzebna, podczas gdy opowiadanie mówi o jej niebezpiecznym, niszczącym obliczu. Tak jak na drugiej okładce, nie wszystko, co mi chodziło po głowie, jest widoczne, ale jest to pewien koncept. Okładka miała być monochromatyczna, niekoniecznie smutna. Nawiązuje do uczucia związanego z byciem zagubionym na szerokiej przestrzeni, takiej jak na przykład morze.

Nie da się ukryć, że Twoja muzyka nie należy do najweselszych. Poruszasz tematy osobiste, jest melancholijnie. Dlaczego tak jest? Czy uważasz swoją twórczość za „smutną”?
No z pewnością daleko mi do radosnej muzyki tanecznej. Dla mnie pisanie piosenek to raczej mieszanina dwóch składowych. W ten sposób przetrawiam umysłowo pewne rzeczy. Po trochu jest to też dla mnie pamiętnik. I zauważyłam, że mam problem z pisaniem naprawdę wesołych piosenek, zawsze wychodzą bardzo kiczowato i potem nienawidzę ich. Znacznie trudniej jest śpiewać o pozytywnych rzeczach, bo przecież gdy ze względu na pewne wydarzenia, czy ludzi odczuwasz presję i musisz się jej pozbyć, dużo łatwiej jest to zrobić z pomocą muzyki. A gdy jesteś szczęśliwy, musisz się cieszyć z tej chwili, a nie marnować czas na pisanie piosenek o tym.

W swoim rodzinnym mieście studiujesz sztukę audiowizualną. Czy możemy spodziewać się, że za jakiś czas położysz większy nacisk na ten drugi aspekt – wizualny? Może powinnyśmy się spodziewać „teledysków”, filmów krótkometrażowych?
Tak naprawdę jest zupełnie odwrotnie. Wybierając studia liczyłam głównie na osiągnięcia związane z sztuką wizualną. Tworzę animowane filmy i mnóstwo innych graficznych drobiazgów. A teraz nastawiona jestem bardziej na aspekty związane z dźwiękiem. W szkole mam mnóstwo sprzętu, który mogę użyć i do tej pory go nawet nie tknęłam. I może powinnam się za to zabrać zanim zacznę walczyć o przetrwanie na rynku.

Czy zatem korzystasz ze szkoły przy tworzeniu swojej muzyki?
Jeszcze nie. Do tej pory robiłam wszystko w domu, ale chcę to wszystko połączyć w najbliższych miesiącach.
Chce trzymać razem w garści aspekty wizualne i dźwiękowe mojej działalności i w jakiś sposób robić to najlepiej jak tylko się da.

Praktycznie wszystko związane z Twoją muzyką tworzysz sama od podstaw. Projektujesz okładki, a piosenki powstają w Twoim domu i nagrywane są mikrofonem usb. Nie jesteś zainteresowana grą wraz z zespołem?
Przy tworzeniu moich piosenek chcę zostać przy samodzielnej pracy. Nie mogę znieść myśli, że teksty napisane przeze mnie jak i emocje wkładane w muzykę miałyby być grane przez innych. To dla mnie zbyt osobiste. A jeśli chodzi o techniczne sprawy, chciałabym eksperymentować na różne sposoby. Dla przykładu, chciałabym nagrywać trochę rzeczy na zewnątrz, czerpać klimat atmosferę różnych miejsc. Być może też pewnego dnia skorzystam ze studia nagraniowego. Mamy jedno w szkole, mogę z jego skorzystać, po prostu będę musiała to zrobić. Do tej pory jednak, moje metody pracy były dla mnie niemal idealne. Mogłam tworzyć piosenki, aranżacje bardzo spontanicznie. Gdy siedziałam w domu i coś przyszło mi do głowy, miałam akurat wolną chwilę, mogłam z biegu wszystko zaaranżować, poukładać. Zazwyczaj nagrywam fragmenty piosenek, tworzę szkice. Trzymam to potem gdzieś na moim twardym dysku i czasem zaprzestaję prac nad tymi rzeczami do tego stopnia, że już do nich nigdy nie wracam. Bo gdy po jakimś czasie mam możliwość dopracowania pomysłu, już nie mam na to nastroju. W gruncie rzeczy to wszystko, co tworzę, opiera się na nastrojach. No, ale jest to też zabawa. Jak na przykład ze sprzętem do samplowania, ale te rzeczy nie są nagrywane.

A jak jest z występami na żywo? Nie sprawiło Ci trudności wyjście z Twoją twórczością z tak osobistego miejsca jak Twój pokój i prezentowanie się przed publicznością?
Na początku było bardzo bardzo bardzo źle. Szczególnie w radiu. Zagrałam dwa razy, raz w moim mieście, raz w innym. I to był pierwszy raz, gdy grałam na żywo. I byłam tak wystraszona, że mój głos totalnie się załamał. Nie wydaje mi się, że to było aż tak zauważalne, ale czułam się okropnie. Przy takich występach nawet nie widzisz swojej publiczności, jej reakcji… I potem pierwsze koncerty także był bardzo dziwne. Niezwykle stresują mnie występy przed innymi. Do ostatniego lata nie potrafiłam nawet otworzyć ust przy moich przyjaciołach, bo od razu zaczęłabym płakać. Są jednak postępy. Wraz z pierwszym występem pewne bariery zostały przełamane. Teraz w lutym zagrałam siedem występów z rzędu. Po pewnym czasie zaczęło mnie to interesować, sprawiać radość, mogę z tym eksperymentować. Doszłam do punktu, w którym jest to już bardziej ekscytujące niż siedzenie w domu i nagrywanie.
No ale to też zależy. Dla przykładu, wczoraj mieliśmy bardzo kiepski dźwięk. Nie mieliśmy czasu żeby to sprawdzić. Było bardzo okropnie i cieszyłam się, gdy wreszcie występ dobiegł końca. Dzisiaj może być już lepiej, to też zależy od otoczenia i innych rzeczy. Ogólnie rzecz biorąc zaczęło mi się to podobać. … Ale wciąż kosztuje mnie to dużo nerwów, czasem.

Tuż przed samym występem zdjęłaś buty i bez nich zagrałaś cały koncert. Dlaczego tak?
Wydaje mi się, że dlatego, że nie czuję się jak w domu, gdy noszę buty. Nie jest mi wygodnie. Poza tym, muszę używać bardzo małego przycisku na moim samplerze i jestem w stanie dosięgnąć go wyłącznie palcami moich stóp.

Zagrałaś jedną piosenkę, której nie ma na Twoich albumach. Może wyjaśnić skąd wziął się ten „a-string song”?
To w sumie całkiem prosta historia. Otworzyłam mój pokrowiec od gitary i zdałam sobie sprawę, że dzień wcześniej złamałam moją strunę i nie wymieniłam jej. To zrujnowało moją chęć do grania na gitarze. To jest oczywiście nieco ironiczne. Zrobiłam z tego nieco żałosną piosenkę, to wszystko. Lubię ją grać, bo jest to odtwarzanie pewnej roli w przeciwieństwie do innych piosenek, które są bardzo osobiste. To bardziej gra. Gram ze sobą sama i trochę naśmiewam się z samej siebie.

Podczas koncertu miałaś wokół siebie mnóstwo różnych instrumentów. Wyjaśnisz krótko do czego one służą?
Na początek gitara. To bardzo podstawowa część, bo większość moich piosenek opartych jest na gitarze.
Potem jest ukulele, nie wiem czy wszyscy to kojarzą… To czterostrunowy hawajski instrument, podobny do gitary, ale jednak to coś innego – dużo mniejsze, inne w brzmieniu, wyższe.
Dalej mamy parę instrumentów dętych. Prosty drewniany flet, który bardzo lubię. I jeszcze, dzisiaj tego nie używałam, ale zazwyczaj go mam – instrument, który jest skrzyżowaniem takiego właśnie fletu i saksofonu. Dźwięk w nim powstaje jak w saksofonie, ale gra się na nim jak na flecie prostym.
Dzwonki… żeby nieco ubarwić tu i tam.
Jeśli chodzi o instrumenty, zazwyczaj mam też ze sobą mały keyboard, ale dzisiaj go nie wzięłam, bo muszę targać mój sprzęt za sobą. No i oczywiście jest jeszcze sampler do loopowania. To bardzo kluczowe, sampler pozwala mi dogrywać na żywo kolejne ścieżki i w ten sposób tworzę małą orkiestrę samodzielnie.